niedziela, 13 sierpnia 2017

Back to school 1: paniczny stres

Hejka czytelnicy!♥
W ostatnim czasie tyle się u mnie dzieje, że powoli już nie nadążam. Aczkolwiek cieszy mnie to niezmiernie, bo przynajmniej nie ma mowy o żadnej nudzie czy monotonii. Mój psiaczek w sobotę opuścił klinikę i zdecydowanie widać ogromną poprawę. Meska zaczęła chodzić, a nawet zbiegła dzisiaj po schodach, co było dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem, po tym, co działo się zaledwie tydzień temu.
Nie wyobrażacie sobie mojego szczęścia, gdy ta istotka ponownie powraca do zdrowia. Po tym, co widziałam, jak się męczyła-byłam przekonana o najgorszym, ale dała radę dzielna psina. Co prawda czeka nas jeszcze długa droga do tego, aby była w pełni sił, ale razem damy radę i dołożę wszelkich starań, aby po tym miesiącu mogła znów pójść na długi spacer.
Post jednak nie o tym!

Cóż... przykro mi to stwierdzić, ale jesteśmy już dawno za półmetkiem naszych wakacji, lecz mimo to nie ma się co załamywać, bo troszkę czasu przed nami jednak jeszcze zostało. Jedyną dobrą stroną tego okresu jest to, że wielu blogerów czy youtuberów rozpoczyna dość popularną i lubianą serię o powrocie do szkoły, więc pomyślałam-"czemu by nie?".
Nie zabiorę się do niej jednak od pokazywania wam zeszytów czy różnych przyborników (o to zahaczymy później), lecz chciałabym dzisiaj po prostu opowiedzieć wam o moim problemie, z którym zmierzam się od dawna, ale dopiero w tym roku wielkich zmian, powiedziałam sobie stop i podjęłam się prawdziwej walki z ową zmorą, która tak naprawdę najbardziej przejawia się właśnie w szkolnych progach, więc i w tym kontekście o niej poplotę. Konkretniej, to pragnę wam totalnie szczerze się wygadać-przekazać moje doświadczenia, a także sposoby, jakie znalazłam na złagodzenie niechcianych objawów tego defektu.
Mianowicie już od gimnazjum miałam kłopot z radzeniem sobie ze stresem, wszakże właśnie w liceum sytuacja zaczęła mi się lekko wymykać spod kontroli. Obecnie podejrzewam, że to sprawka całkiem nowego otoczenia, w którym się znalazłam, bo nigdy nie miałam jakiś nacisków ze strony rodziców. W sumie to przecież wszyscy ludzie każdego dnia są narażenia na stresowe zdarzenia i chcąc czy nie chcąc, nie da się ich w żaden sposób uniknąć. Jedni radzą sobie lepiej, drudzy gorzej, a trzeci... Właśnie, co z tymi trzecimi? Otóż, w ogóle sobie z nimi nie radzą, a mowa tutaj chociażby o mnie.
Może zacznę od początku mojej historii? Postaram się ją uogólnić i skrócić-tak, tak będzie najlepiej.
Gimnazjum miałam na całkiem średnim poziomie-niby wymagające, niby nie. Do klasy przyszłam z kilkoma koleżankami z podstawówki, więc i było mi raźniej. Dodatkowo szybko się zaprzyjaźniliśmy całym oddziałem, a nauczyciele wcale nie wywierali na nas swojej wyższości. Ta szkoła była po prostu luźna. Ponadto nikt tam na nikogo się zbytnio nie patrzył-każdy ubierał się lub zachowywał, jak tylko chciał i nie ponosił za to jakiś większych nieprzyjemności ze strony rówieśników. Z występami na scenie do trzeciej klasy gimnazjalnej nie miałam większego problemu, stres był w normie, ponieważ już od podstawówki brałam udział w licznych przedstawieniach czy konkursach. Właśnie, wszystko miało początek na trzecim roku. Być może dlatego, że to w tym wieku doznałam największego spadku własnej wartości, a moja samoocena sięgnęła dna i zatopiłam się w kolosalnych kompleksach. Narodził się mój problem z publicznymi wystąpieniami, więc zaczęłam ich całkowicie unikać, co teraz z perspektywy czasu było dużym błędem, gdyż to przez to, mój stres posunął się nie do kąsania mnie, a pożerania.
W liceum wszystko uderzyło we mnie z podwojoną siłą. Trafiłam do jednej z najlepszych szkół w okolicy, więc i ten fakt wywierał na mnie presję. Bardzo denerwowałam się przed każdymi zajęciami. Odpowiedzi ustne (na angielskim przejawiało się to najwyraźniej), czy nie daj Boże te przy tablicy (szczególnie na matematyce) były dla mnie ogromnym wyzwaniem. Nieraz zaczynałam pleść bzdury, zapominałam podstawowych informacji czy po prostu nie umiałam wydusić z siebie żadnego słowa, co z kolei odbijało się na moich ocenach, bo nawet gdy znałam odpowiedź nic mi to nie dawało. Był taki krytyczny moment, w którym gdy słyszałam moje imię wypowiedziane z ust nauczyciela na lekcji, doznawałam niewiarygodnej paniki- serce zaczynało mi bić, jak dzwon, trzęsące dłonie pociły się, a głos często załamywał. Zdarzały mi się takie objawy, jak zawroty czy uderzenia gorąca. Rutyną po odpowiedzi (a już w ogóle tej przy tablicy) był potworny ból głowy. A najgorzej było, kiedy nauczyciel męczył mnie, choć widział, że nie odpowiadam na jego pytania, wtedy w domu przeżywałam nerwobóle, z którymi mam właściwie nieprzerywanie problemy.
Rówieśnicy z klasy zauważyli mój kłopot i niektórzy zamiast kpić, próbowali mi pomóc- tłumaczyli mi, że to nie ma sensu i że nie mogę tak się stresować, bo na nic to się nie przyda i fakt takie krótkie gadki pomagały... pomagały na godzinę lub przy dobrych lotach dzień. Mimo tego doceniam to całym sercem i inaczej patrzę teraz na tych ludzi, gdy są w potrzebie, kłopotach.
Nie wiem. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego nie umiałam nad tym panować. Po prostu choć w głowie miałam myśl, że przecież mnie nie zabiją, to tak właśnie się czułam. Nikt kto nie przeżył takiego lęku, tego nie zrozumie. Nie zrozumie tego uczucia, gdy całe ciało pali, mocno bijące serce dusi w gardle, a głowa pulsuje, jakby zaraz miała pęknąć, a to tylko przecież zwykła odpowiedź ustna. Nawet, gdy stresujące wydarzenie minęło, to mój organizm długo nie potrafił się uspokoić i na skutki zdenerwowania cierpiałam co najmniej kilka godzin.
W końcu po jednym z najmocniejszych nerwobóli, postanowiłam zebrać się w sobie i spróbować, choć trochę to zminimalizować.  Przede wszystkim otrzymałam ogromną pomoc ze strony rodziców, którzy wysłuchiwali moich płaczów i nieustannie tłumaczyli, że muszę wyluzować czy się zrelaksować. Mój chłopak dał mi także ogromne wsparcie, bo był ze mną zawsze-nieraz przychodził do mnie tylko po to, by dodawać mi siły swoją obecnością, wtedy tylko głaskał mnie po głowie, podczas gdy ja uczyłam się różnych dziwactw. Nie uwierzycie, ale osiemnastoletnia ja dzwoniłam przed każdym sprawdzianem do rodziców, którzy na zmianę mnie uspokajali przez całą przerwę i właściwie to był pierwszy konkretny krok, który pomógł mi nieco uwolnić się od mojego panicznego stresu, takiego wręcz przeobrażającego się w strach. Także jestem cholernie wdzięczna mojej mamie i mojemu tacie, za taką podporę, choć jak teraz myślę, to oni zawsze  w każdej sytuacji nią są.
Gdy sytuacja nieco się polepszyła, później dzwoniłam już coraz rzadziej, aż w końcu pod koniec roku szkolnego wysyłałam tylko esemesa po pracy pisemnej czy jakiś innym zaliczeniu. Dla osób trzecich zachowanie na poziomie podstawówki, wręcz popisowe, tak wiem, aczkolwiek inaczej nie dałabym rady. W każdym bądź razie nie robiłam tego na pokaz. Ba! Nieraz było mi wstyd, że stres tak na mnie oddziałuje, a już w ogóle, gdy zauważyli to nauczyciele.
Moim następnym krokiem były długie monologi, w których starałam się sobie przegadać, że to tylko siedzi w mojej głowie i że tak naprawdę jedyną konsekwencją moich wystąpień przed klasą może być ocena niedostateczna lub chwilowa i nic nie znacząca śmiechawa, gdyż w klasie jest prawie czterdzieści osób, które również nieustannie popełniają jakieś gafy i nikt tak na serio nie przywiązuje do nich większej uwagi.
Kiedy ta informacja została przetworzona przez mój mózg stałam się nieco odważniejsza, ale nie odważna. Wciąż wszystko tkwiło we mnie, ale tym razem nie było to taż tak widoczne. I właśnie na tym etapie jestem po zakończeniu drugiej klasy licealnej. Potrafię już częściej przygryźć wargę czy policzyć do dziesięciu i ciut wyluzować. Mój stres już tak mną zewnętrznie nie poniewiera.
Oprócz własnych monologów czy wsparcia najbliższych, bardzo pomagały mi długie, relaksujące kąpiele, czytanie książek, oglądanie seriali czy leżenie z zamkniętymi oczami z muzyką w słuchawkach dzień wcześniej. Pomocne okazało się także picie melisy czy rumianku. Ponadto po prostu przed każdym ważnym testem starałam się dać z siebie, jak najwięcej, by później nie zarzucić sobie, że mogłam przygotować się lepiej. Wtedy nawet, gdy stres zaczynał się pojawiać, uspokajałam się tym, że zrobiłam wszystko, co było w mojej mocy.
Następie próbowałam nie widzieć wrogów w nauczycielach, a osoby, które nie chcą zrobić mi przykrości, które tylko wykonują swoją pracę i zwyczajnie muszą mnie sprawdzać i rozliczać z moich potknięć.
Na rówieśników podczas odpowiedzi ustnych starałam się nie zwracać zbytnio uwagi, więc na przedmiotach, w których odpowiada się w ławce siadałam na przodzie i to było chyba kluczem do kolejnego wygranego punktu z moją zmorą.
Nie mówię, bo ja nie pokonałam tego potwornego stresu, ale walczę z nim, próbując go zniwelować.
Nie wiem, ilu z was tu też się z takim problemem bądź podobnym boryka, nie wiem ilu z was obecnie teraz śmieje się pod nosem, ale ja jestem osobiście dumna, że przełamałam się i opowiedziałam o tym publicznie. Mam nadzieję, że komuś tym pomogę i wesprę go jakoś. Może ktoś z was ma inny problem, którym może po prostu wymienić pojęcie stresu przedstawione przeze mnie.
Na tym zakończę mój pierwszy back to school-obyście go ciepło przyjęli.
Buziole,
do następnego!♥
PS Paradoks, bo piszę o walce z tym potworem, a właśnie teraz mnie zjada. Cóż... na przekór: OPUBLIKUJ

58 komentarzy:

  1. myslę że szkoła, a zwlaszcza ta nowa, to stres dla kazdego :) Jednak po tylu latach, stwierdzam że bardzo teksnie za czasami szkolnymi, najbardziej bezstresowy okres w życiu :)


    https://angelaendzel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie jestem świadoma tego, że im będę starsza, tym więcej stresu będę miała do uniesienia na swoich barkach, dlatego przeraża mnie to, jak już obecnie na mnie wpływa. Jednak tak jak napisałam, jest lepiej:)
      Pozdrawiam!♥

      Usuń
  2. Nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem. Czasem jak słyszałam swoje imię z ust nauczycieli i musiałam podchodzić do tablicy serce bilo mi tak glośno ze przestawałam odbierać w ogóle inne dźwięki z otoczenia. Uderzenia gorąca to był standard. Przejmowałam się dosłownie wszystkim w wyniku czego teraz, po trzecim roku studiów jestem przestresowanym, zmęczonym i wyplutym człowiekiem. Czekam na jakąś regenerację mojej psychiki ale narazie jest jak było :)
    Mam nadzieje że uda Ci się walczyć skutecznie ze stresem, bo chyba nic tak nas nie wyniszcza jak on.
    Pozdrawiam!
    kwiatki-wariatka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę, jestem bardzo zaskoczona tym, ile osób boryka się z tym problemem, więc uwaga nie jesteśmy w tym same! Dostałam masę prywatnych wiadomości, które dodały mi tyle otuchy i wsparcia. Mam nadzieję, że ty również sobie jakoś poradzisz! Trzymam za to mocno kciuki!
      Buziaki, pozdrawiam!♥

      Usuń
  3. Bardzo współczuję. Nie miałam takiego natężenia stresu, jedynie namiastkę. Przed prawem jazdy czy kiedy byłam nieprzygotowana. No i na matematyce. Jednakże sporo występuję publicznie, co więcej idę na aktorstwo i cieszy mnie to, więc stres to mój towarzysz nieodłączny.:D Ale właśnie przed 3cim egzaminem na prawo jazdy.. jak za poprzednimi razami się nie stresowałam, tak już za 3cim zaczęłam panikować i płakać przed wyjściem. Wydaje mi się, że ten stres wynika z braku wiary w swoje umiejętności i podobnie może być u Ciebie. Sama piszesz, że wpadłaś w kompleksy. Przez to możesz czuć się jakaś inna, oderwana i taka, co popełnia gafę na gafie. Uwierz jednak, że każdy je popełnia, tylko wielu wychodzi obronną ręką, śmiejąc się z tego :) A kiedy ktoś uważa, że jest nieomylny, to się myli. I jest bufonem :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę takiej pewności siebie.
      Tak, moje kompleksy były chyba czynnikami, które owe problemy wywołały. Masz totalną rację, bo dużo robi także brak wiary w siebie, co w zasadzie jest skutkiem właśnie zakompleksienia.
      Dziękuję za ciepłe słowa.♥
      Pozdrawiam, buziaki!♥

      Usuń
  4. Świetny wpis, Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!♥
      Również pozdrawiam!♥

      Usuń
  5. Jak bym czytała o sobie :*
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:
    weronka-m.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze się czytało;) ja to narazie nie myśle o szkole, odpoczywam jeszcze:) chociaż przygnębia mnie myśl że coraz bliżej do roku szkolnego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo!:)
      Odpoczywaj, odpoczywaj!:)

      Usuń
  7. Aguś! Wiesz sama ile razy ci mówiłam co myśle na ten temat, wiec nie będę sie powtarzać. Znasz moje rady i pamiętasz, ze możesz sie zawsze do mnie zwrócić z każdym problemem. Cieszy mnie niezmiernie ta poprawa oraz fakt, ze udało ci sie otworzyć przed tyloma ludźmi tutaj. Oby tak dalej! Trzymam kciuki❤️/wierna czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju... dziękuję!♥
      Buziole, czekam!♥

      Usuń
  8. stress.. znam to . Mimo że teraz idę do 4 kl technikum nadal mam takiego stresa od początku podstawówki , więc trochę czasu w tym siedzę i ja , ale miejmy nadzieję, ze to przejdzie :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    https://poznajmnieimojezycie.blogspot.com/2017/08/dlaczego-zaczeam-blogowac.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ci przejdzie!:)
      Również pozdrawiam i trzymam kciuki!♥

      Usuń
  9. Ja również należę do tej grupy osób, które bardzo się stresują...niestety!
    >>MÓJ BLOG<<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak teraz patrzę, to jest nas całkiem sporo!:)
      Pozdrawiam!♥

      Usuń
  10. ja nowa szkole zaczynam od pazdziernika :) Sliczne zdjecia i cudna stylizacja ! :)

    ZAPRASZAM NA MÓJ BLOG TINYPURPOSE OFFICIAL / klik /

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej! Świetny post, jesteś naprawdę megaaa śliczna :)

    obserwuje i zapraszam do mnie :
    http://milentry-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiem o czym piszesz. W liceum i nawet później stres zjadał mnie kawałek po kawałku. Nadal bardzo się stresuję w niektórych sytuacjach, ale jest o wieeeele lepiej. Praca nad sobą daje najlepsze efekty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Trzeba skupić się na sobie i pracować nad tym!:)

      Usuń
  13. Wyglądasz niesamowicie!! a jakie włoski ładne! WOW:)
    Zapraszam do mnie:
    BLOG

    INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  14. nawet nie wiesz jak bardzo Cie rozumiem, miałam dokładnie to samo. Zaczęło się w gimanzjum a apogeum osiągnęło przed sama maturą. Wtedy tez usunęłam wszystkie media społecznościowe, ciągle chciałam się uczyć, przez co wszystko wypadało w zastraszającym tempie, a dodatkowo na ciele pojawiły się plamy, czerwone, wielkie baaaardzo swędzące plamy. Wizyty u dermatologów nie pomogły nic, ciągłe zmiany leków tez były na nic. Na domiar złego na dłoniach zaczęły wyskakiwać krosty wypelnione wodą. Wyglądało to przerażająco. Wszystko minęło jak ręką odjął po pierwszej maturze. A najciekawsze jest to, że to czego najwięcej się uczyłam poszło mi najgorzej. Tak czy inaczej stres bardzo niszczy ludzi i nie ma co się temu poddawać, ja wiem, że nigdy więcej nie pozwolę na powrót takich sytuacji. Tobie życzę powodzenia i wytrwałości!
    Pozdrawiam serdecznie,
    https://paulina-berczynska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę jestem w szoku, po tym co napisałaś... Nie dowierzam, jak bardzo stres może wpływać na człowieka. Dobrze, że już po wszystkim, Paulina.
      Trzymam mocno kciuki za Ciebie, żebyś więcej nie musiała z tym walczyć.
      Pozdrawiam cieplutko i przesyłam buziaki!♥

      Usuń
  15. oj dokładnie Cię rozumiem, też od dawna zmagam się ze stresem i nadal ciężko mi go przezwyciężyć. Należę do tych osób, które przejmują się każdą błahostką:/
    Twoje rady są całkiem przydatne, myślę, że przydadzą się każdemu ♥


    Pozdrawiam i zapraszam do nas :)
    https://shutupanddancewithus.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest najgorsze, gdy każda błahostka ma na nas wpływ. Oby przeszło!:)
      Pozdrawiam ciepluteńko!♥

      Usuń
  16. Zmiana otoczenia zawsze jest trudna, ale czasami trzeba się przełamać i wyjść poza swoją strefę komfortu ;) Chociaż dobrze wiem, że łatwo powiedzieć, trudniej zrobić...

    Pozdrawiam
    ver-reads.blogspot.com.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po dwóch latach, to już się przyzwyczaiłam do tych ludzi, haha, więc myślę, że to kwestia czasu i wtedy jest łatwiej.
      Również pozdrawiam!:)

      Usuń
  17. Ja od zawsze byłam osobą, którą stresowało praktycznie wszystko:D w liceum szczególnie gdy przyszło pójść do głupiej tablicy na matematyce, to dopiero było coś strasznego. Teraz stwierdziłam że trzeba to wszystko olewać, trochę bardziej być pewną siebie i mam nadzieję że studia zacznę z lepszą energią:D
    http://uglyographyy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam zatem mocno kciuki!
      Pozdrawiam!♥

      Usuń
  18. Zdjęcia są cudowne!
    Riwlawn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Majac lat 36 o szkole mysle tylko w pozytywach i z lezka w oku. To byl czas moich beztroskich lat, najwiekszym broblemem bylo np. zapomnienie pracy domowej lub sprawdzian. W doroslym zyciu tak latwo nie jest . Do tej pory lubie sie uczyc ale szkola i kolezanki, koledzy (rowniez Ci ktorych juz na swiecie nie ma) zawsze beda w moim sercu , tak nawet Ci wredniejsi ;) Zycze owocnego startu w nowy rok szkolny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo!♥
      Mam nadzieję, że z upływem lat również będą tak patrzyła na szkołę!:)

      Usuń
  20. Ja się już bardzo stresuje odnośnie jednej rzeczy a z drugiej strony wierzę, że musi się udać :D
    Dobry post!

    Pozdrawiam
    FotoHart

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno się uda! Trzymam kciuki!♥

      Usuń
  21. Jeszcze staram sie nie myslec o szkole ☺

    Hejka! Będzie mi bardzo miło, jeżeli wpadniesz na mojego bloga i zostawisz po sobie ślad w postaci obserwacji oraz komentarza. ☺ normalbutdidnot.blogspot.com (click)

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo ładna bluzka! Pasuje Ci taka stylizacja! :)

    Zapraszam CAKEMONIKA :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Śliczna ta stulizacja ;* i uwielbiam makijaż oczu <3
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  24. Całe szczęście, że jest już lepiej kochana :)
    www.mybloggingtravel.pl

    OdpowiedzUsuń
  25. Masz niesamowitego bloga i świetne post! Wgl jesteś bardzo świczna! <3
    Zapraszam także na moj ;) https://jesi-jesaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. Od kilku lat zmagam się z takim samym problemem, chociaż może nie w aż takim stopniu, jak to było u Ciebie. Już teraz jest to bardzo uciążliwe, więc wyobrażam sobie, jak musiało Ci być ciężko. Trzymaj się! Pozdrawiam :*

    https://veerciaaax.wixsite.com/blog

    https://www.instagram.com/veerciaaax/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy szczery komentarz, obserwację a także odwiedziny! Każda z wcześniej wymienionych czynności sprawia, że na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech, a przede wszystkim daję mi to motywację do dalszego blogowania. Jeśli posiadasz swój blog, zostaw link w komentarzu! Nie bawię się w obserwację za obserwację. Jeśli mój blog Ci się spodobał dołączysz do grona moich czytelników. Jednak za każdy komentarz się odwdzięczam!